Pomyślałam sobie, że skoro mam bloga i lecę na wakacje, to będę pisać. A co! Przecież blogerki tak robią;)

 

No więc od początku. Weekend, jeden drink za dużo (albo i nie), rozmowa z przyjaciółką o wakacjach i 20 min później mamy bilety do Bari. No i jesteśmy. Obiecałyśmy sobie, że będziemy pić prosecco tylko pod warunkiem, że codziennie zrobimy trening i tak rozpoczęłyśmy wakacje. W blisko 40 stopniach biega się ciężko ale wycisnęłyśmy 6km (przy okazji poznałyśmy okolicę) zjadłyśmy u naszej Włoskiej gospodyni śniadanie (dlaczego jest taka szczupła, skoro każdy dzień zaczyna od słodkich rogali z miodem, ciastek i dżemów zrobionych w 90% z cukru?) śniadanie popiłyśmy espresso i gotowe do zwiedzania;) Taa… do zwiedzania:D Nasze zwiedzanie skończyło się na pierwszej plaży:o) Jak zrobiłyśmy się głodne i postanowiłyśmy spróbować tej słynnej włoskiej pizzy… to siesta:D i zamknięte wszystkie sklepy, restauracje itp (Ci to mają życie) zaatakowałyśmy supermarket, kupiłyśmy kilka przekąsek, prosecco, dużo prosecco (prosecco jest tu w cenie wody:D dacie wiarę?) i wróciłyśmy na plażę. Za dużo miasta nie zobaczyłyśmy, ale mam kilka przemyśleń. Jest tu masa przesympatycznych ludzi, dużo przystojnych mężczyzn;) upał i stare fiaty 500 na każdym rogu. Podoba mi się <3

Plan na jutro – zwiedzamy 😉

#turystka