Co prawda z wakacji już wróciłam, ale mam jeszcze zaległy post o bajkowym Alberobello. W końcu wszyscy podrózujący w tamtą część Włoch twierdzą, że to najpiękniejsza okolica (nie bez przyczyny wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Unesco).

No więc tak. Budzimy się wsiadamy w pociąg i jedziemy (baardzo wolno i baardzo długo). Na termometrze blisko 40 stopni – co nie ułatwia 😉 Dojeżdżamy do stacji w Alberobello i w drogę. Zaczyna się spokojnie, żywego ducha na ulicy (jak to w porze siesty we Włoszech) cisza, spokój… będzie przyjemnie 🙂 Mija 10 minuta spaceru i dochodzimy do centrum wydarzeń.

Spędzaliście kiedyś majówkę w Sopocie? Bo ja w zeszłym roku 😀 i miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie. Stragany, lody na każdym rogu, gwizdki (bardzo dużo gwizdków) imitujące odgłosy ptaków i takie zagęszczenie turystów na m2, że robi się słabo 🙂 Zaczęłyśmy ratować się Aperolem, z każdym kolejnym bawiłyśmy się coraz lepiej, oczywiście do momentu, aż nie zrobiłyśmy się okrutnie głodne (zamknięte restauracje przez pół dnia są dla mnie wciąż nie do zrozumienia) 😀 Alberobello jest cudne! Wygląda jak wioska smerfów i faktycznie, to trzeba zobaczyć. Ale uciekłyśmy stamtąd najszybszym pociągiem 😉

#turystki