Od jakiegoś czasu regularnie pytacie mnie „jak zacząć przygodę z bieganiem?”. Dlatego postanowiłam napisać Wam krótki poradnik, okiem sportowo-rekreacyjnej (z naciskiem na rekreacyjnej) biegaczki. Warto przy tym wspomnieć, że przez wiele lat był to dla mnie ostatni sport, którego chciałam się podjąć. Zawsze uważałam, że mogę tańczyć, rozciągać się, pływać, skakać w dal czy wzwyż, grać w ping ponga, tenisa, siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną, a nawet trenowałam przez chwilę rzut piłeczką palantową. Wiedzieliście, że jest taki sport? 😀 w podstawówce byłam w reprezentacji szkoły 🙂 ale bieganie jest nie dla mnie. Migałam się od tego przez wszystkie lata na W-Fie, a kiedy wystawili mnie w zawodach jako „czarny koń”, bo przecież nogi miałam jak gazela to jak dziś pamiętam dziewczynę w butach przypominających obcasy, która niemalże kończyła drugie okrążenie stadionu, kiedy ja byłam na pierwszym zakręcie. Serio – tak było 😀 A teraz niewiadomo jak, niewiadomo skąd, biegam przynajmniej 3 razy w tygodniu i ba! mam z tego frajdę.  

Ale od początku. Tak naprawdę wiem skąd to się wzięło i jak to się stało. Kiedy zaczęłam trenować na siłowni i dbać o swoją sylwetkę na okrągło słyszałam od trenerów „musisz robić cardio”, „powinnaś zacząć biegać”, ale nikt nie powiedział mi jak się do tego przygotować. Zrobiłam kilka prób. „Ja nie dam rady?” – zakładałam buty, wybiegłam z domu i tak po około 300 metrach stwierdzałam, że nie mogę oddychać, że się okropnie męczę, że nie ma takiej opcji, żebym przebiegła kilometr bez zatrzymania, a moja głowa mówiła mi „daj sobie spokój”. Minęło kilka lat i w bieganie wkręciła się moja Mama. Wstawała codziennie przed śniadaniem i przebiegała ok. 5 km na rozbudzenie. Schudła, nabrała sił, zaczęła lepiej spać i uśmiechać się więcej niż zwykle. No i wtedy pomyślałam – moja Mama biega, moja siostra biega, więc ja też mogę biegać. Tylko muszę do tego podejść z „głową” i nie używam tego określenia przypadkowo, bo uważam, że w bieganiu głowa odgrywa najważniejszą rolę. Mamy w sobie coś takiego, że kiedy czegoś nie potrafimy robić, uważamy, że tego nie lubimy, a kiedy zaczyna wychodzić i widzimy pierwsze efekty to zaczynamy to lubić. Ja uczyłam się biegać na bieżni w siłowni, bo akurat natchnęło mnie zimą, ale teraz jest idealny moment na rozpoczęcie swojej biegowej przygody. Na dworze jest słonecznie, ale nie ma upałów, więc temperatura nie przeszkadza o żadnej porze dnia. Postaram się wypisać w punktach najważniejsze etapy nauki, żeby w razie czego łatwiej było do tego wrócić.  

 

  1. Konsekwencja. Nie możemy wymagać od siebie, że po pierwszym razie zakochamy się w sporcie. Nasz organizm (szczególnie jeśli nie jesteśmy na co dzień aktywni fizycznie) musi przełączyć się na tryb sportowy. Jak to zrobić? Zakładamy sobie, że 3 razy w tygodniu idziemy biegać i idziemy 🙂 czy wstałam w dobrym humorze czy nie, czy świeci słońce czy nie, czy mi się chce czy nie. Jeśli zmusimy się do regularnej aktywności, szybko zauważymy, że nasz organizm sam się będzie tego domagał, czyli będzie Nam się chciało. Ja sama widzę po sobie, że jak wypadnę z rytmu, bo jest urlop, bo jest dużo pracy, to dużo trudniej mi się zmotywować, kiedy biegam regularnie, nikt mnie nie musi do tego namawiać 🙂
  2. Cele. Kolejną rzeczą, której nie możemy od siebie wymagać to półmaraton pierwszego dnia treningowego. Oczywiście nie twierdzę, że nie dacie rady, bo jak się uprzecie to pewnie tak, ale pytanie czy założycie jeszcze kiedyś buty biegowe na nogi 🙂 Bieganie charakteryzuje się nieco innym wysiłkiem. Tutaj męczymy się powoli, męczymy się my i nasza głowa, więc żeby przyzwyczaić się do tego typu wysiłku i czerpać z niego przyjemność, powinniśmy zacząć od krótkich dystansów, dopasowanych oczywiście do naszych możliwości. Jeśli jesteśmy bardzo początkujący zacznijmy nawet od kilometra albo kółka wokół parku i tak poniedziałek kółko, środa kółko, piątek półtora, następny tydzień po półtora a w kolejnym już 2. Chodzi o to, żeby wydłużać dystans powoli. To gwarantuje nam, że zanim się obejrzycie machniecie 5 km bez zatrzymania i zrobicie na koniec ładne selfie 😀
  3. Przerwy. Ja mam czasami tak, że kiedy jestem na 5 kilometrze czuję, że moje nogi przestają współpracować i gubię rytm, ale przecież założyłam sobie 7 km bez zatrzymania, więc zaczynam się na siebie wściekać. Długo z tym walczyłam, biegałam z odpaloną appką w rękach i cały czas robiłam „czasówki”. Kiedy potrzebowałam przerwy zwalniałam, żeby za chwilę zajechać się na następnych 300 metrach nadrabiając czas. Ścigałam się sama ze sobą, próbując udowodnić, że z treningu na trening jestem mocniejsza i OK. Czas się zgadzał, lajki na Instagramie pod zdjęciami z czasem też, ale za każdym razem kiedy wychodziłam biegać, miałam w głowie „aleee mi się nie chce”. A nie o to chodzi w sporcie. Teraz, kiedy potrzebuje przerwy, zatrzymuje się, gadam trochę do telefonu, łapie oddech i lecę dalej 🙂 Jeśli zaczynacie biegać pamiętajcie, że robicie to dla siebie, potrzebujecie przerwy, zróbcie ją, potrzebujecie zwolnić, zwalniajcie. Każdy musi wyczuć swój rytm, nie sugerujcie się znajomymi, którzy pytają „jaki masz czas na 5 km? 40 min? Kieeepsko. Ja biegam w 30”. Przyjdzie moment, w którym z uśmiechem zrobicie 5 km w 25 min 😉 
  4. Buty. Ojjj wiele razy słyszałam „Ja nie pójdę biegać, bo nie mam odpowiednich butów”. Buty do biegania to bardzo istotna kwestia. W innych butach biegamy po lesie, a w innych po betonie. Profesjonalne obuwie daje wsparcie stopie i zapewnia amortyzację. Firmy produkujące buty biegowe prześcigają się w pomysłach i technologii, dzięki czemu jak zainwestujecie w Ultra Boost 19 podeszwa odda Wam siłę nacisku, a dzięki temu biega się łatwiej. Hehe żartuję 😉 Jestem ambasadorką Adidasa, więc nie mogłam się oprzeć 😀 Wracając do wątku, kiedy zaczynamy biegać krótkie dystanse i jeszcze nawet nie wiemy, czy polubimy ten sport, nie ma sensu inwestować w buty za „miliony”. Nic Nam się nie stanie, jeśli zaczniemy biegać w adidasach z supermarketu za 50 zł. Kiedyś ludzie biegali w trampkach i też było OK, więc no worries, wyciągnij z szafy buty „do zjechania” i jazda. Jak już pokochacie bieganie, odzywajcie się śmiało. W temacie butów biegowych jestem mocna 😉 Przerobiłam ich trochę.
  5. Trening partner. Tutaj mam dwie teorie. Z jednej strony łatwiej się mobilizować z kimś, a z drugiej ten ktoś może Nas rozpraszać podczas treningu. Ja uwielbiam trenować w towarzystwie, ale tylko kiedy towarzystwo chce trenować . Tu odzywa się zadaniowa Agata – „zróbmy co mamy zrobić a na plotki zostawmy do kawy” 😉 

I to chyba na tyle. Po kilku latach stwierdzam, że bieganie jest super przyjemnym sportem i co roku zimą odliczam dni do sezonu biegowego 🙂 Mam nadzieję, że ten wpis kogoś zainspiruje. Dawajcie znać jak postępy 🙂

Good Luck <3