W końcu nadszedł chyba najbardziej wyczekiwany okres w roku, czyli wakacje 😀 Czytałam ostatnio, że ludzie dzielą się na dwie grupy. Na tych, którzy na urlop wybierają morze i na takich, którzy wybierają góry. Jeśli tak jest to jestem w obu grupach 😀 Morze kojarzy mi się z odpoczynkiem, sportami wodnymi, słońcem, drinkami i zabawą. Góry to natura, przestrzeń, wyciszenie, długie wędrówki, pokonywanie własnych słabości. Kocham góry i choć nad morzem w ciągu roku jestem zdecydowanie częściej to góry są dla mnie zdecydowanie ciekawsze. 

Zaczęło się kiedy miałam 6 czy 7 lat. Wtedy pierwszy raz w życiu weszłam na Śnieżkę. Miłość do gór wyssałam, jak to mówią z mlekiem Matki, a raczej Taty, bo to dzięki Niemu spędzałam tak w dzieciństwie każde wakacje. Jak zaczęłam dorastać jeździłam w góry z moim bratem. To kolejny zapaleniec, z którym zaczęłam zdobywać pierwsze wyższe góry. Kasprowy Wierch, Zawrat, Czerwone Wierchy czy Świnica. Śmieje się, że moją misją jest przekonać do gór wszystkich moim znajomych 😀 I muszę Wam powiedzieć, że jestem na dobrej drodze. Matiego zabrałam w góry w 1 rocznicę Naszego związku. Poszliśmy na Czerwone Wierchy. Przepiękna trasa. Czerwone Wierchy to spacer przez 4 szczyty, jeśli trafimy w pogodę widoki zachwycają. Całość zajmuje ok. 7h, z czego ok. 4h idziemy szczytami z przepiękną panoramą Tatr. W idealnym świecie Mati zakochałby się w górach od pierwszego wchodzenia. Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej, bo przez połowę trasy praktycznie się do mnie nie odzywał 😀 Ale nic w tym dziwnego… góry to ogromny wysiłek. Jeśli ktoś nie jest psychicznie przygotowany na nieustanne wchodzenie pod górę przez 4h to może się wściec. Dlatego właśnie na pierwszy dłuższy spacer po górach polecam Czerwone Wierchy. Tam wysiłek rekompensują widoki i nawet Mati, który nie był jakimś wielkim fanem gór dał się namówić na kolejną wycieczkę i przyznał, że chętnie wejdzie ze mną na coś bardziej wymagającego 😀 

Tatry mają w sobie coś magicznego. Bilet wstępu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego kosztuje 5 zł. Ludzie wydają majątek, żeby oglądać cuda natury na końcu świata, a kilka godzin od Warszawy, za 5zł i odrobinę wysiłku mamy takie widoki. Nie da się tego nie kochać. 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi aktywnie wypoczywać, ale namawiam, żeby spróbować. Nie ma czegoś takiego jak „góry nie są dla mnie” – słyszałam to wiele razy. Góry są dla wszystkich, tylko trzeba się do nich przygotować. 

Jak?

  1. Obuwie – to chyba najważniejsza część garderoby ”Włóczykija”. Buty muszą trzymać kostki. Szlaki potrafią być śliskie, kamienie niestabilne, więc nietrudno o skręconą kostkę… no chyba, że wchodzimy na Morskie Oko, ale i tak odradzam klapki 😉 Ja bez względu na to, czy idę w góry latem, wiosną, czy jesienią mam profesjonalne, wysokie obuwie i grube skarpety. Nie martwcie się o to, że będzie Wam gorąco. Na szczytach wcale nie jest tak ciepło jak na Krupówkach 🙂
  2. Kondycja – jeśli chcemy cieszyć się naszą wycieczką zadbajmy wcześniej o kondycję. Kilka wizyt na siłowni, wzmacnianie nóg, bieganie. To sprawi, że nie będziemy odliczać minut do końca dnia 🙂
  3. Odzież – pamiętajcie, że w górach nie jest tak ciepło jak w mieście, więc koniecznie zabierzcie plecak, w którym będzie bluza, kurtka przeciwdeszczowa, czapka, rękawiczki (jeśli idziemy w okolice łańcuchów)
  4. Żywność – jeśli wybieracie się na całodniową wycieczkę warto pomyśleć o czymś do jedzenia. Banany, czekolada i kanapki smakują w górach najlepiej 😀 Nie zapominajcie o wodzie, a jesienią o termosie z ciepłą herbatą. Jeśli na Waszym szlaku będzie jakieś schronisko, koniecznie zatrzymajcie się na szarlotkę. Schroniska w Tatrach prowadzą plebiscyt na najlepsze szarlotki 😀 
  5. Aparat – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Te widoki trzeba sfotografować 🙂
  6. Trasy – nie porywajcie się na Rysy, jeśli nigdy nie byliście w wyższych górach. Stopniujcie poziom trudności. Na początku wybierajcie trasy widokowe. Niezbyt strome. Na wszystko przyjdzie czas. Ja porwałam się kilka lat temu w październiku na Krzesanice i byłam zaskoczona poziomem trudności. Podejście wymagało umiejętności wspinaczkowych. Nie było łańcuchów. Góra w październiku była już oblodzona. Miałam ogromną satysfakcję, że zdobyłam ten szczyt, ale nie ukrywam, że w niektórych momentach byłam przerażona. Polecam Wam portal natatry.pl, tam trasy są świetnie opisane z podziałem na poziomu trudności.
  7. Pogoda – przed wyjściem sprawdzajcie pogodę. Burza w górach jest nieprzyjemna i niebezpieczna, więc jeśli portale alarmują, żeby nie wychodzić w góry, lepiej się dostosować. Mnie kilka razy spotkała burza na szlaku i zapewniam, że to nic przyjemnego. 
  8. Uśmiech – nie zapominajcie zabrać z domu uśmiechu. Nie nastawiajcie się, że nie dacie rady. Dacie radę i jeszcze będziecie się chwalić znajomym, gdzie byliście <3

Gdybym miała wybrać między morzem a górami, bez mrugnięcia okiem wybrałabym góry <3 Marzy mi się kiedyś taka prawdziwa kilkudniowa wyprawa z rozbijaniem namiotów, nocowaniem w schroniskach i ogromną ilością szarlotki 😀 Kiedyś to zrobię, a tymczasem postanowiłam w tym roku wejść na Rysy. Zawsze miałam jakieś obawy do tego podejścia, ale myślę, że jestem teraz dobrze przygotowana. 

Byliście na Rysach?

Jakie trasy polecacie? 

Chętnie poznam Wasze propozycje 🙂